Pewnego dnia mały japoński chłopiec zapytał swojego samurajskiego ojca o to czy kupi mu GTA. „Mamy w domu GTA”-odpowiedział surowo stary. Oczom dziecka ukazała się seria Yakuza. Niby podobne, ale jednak co innego. Jak kapuśniak z młodej kapusty i z kiszonej. Niby ta sama kapusta, ale tyle różnorodności, tyle możliwości! Zobaczmy zatem, czym jest Yakuza, zaczynając od pierwszej części.
Yakuza Kiwami to remake pierwszej odsłony z 1995. Gra została dostosowana do współczesnych standardów i w końcu stała się przystępna. Również za sprawą wydania poza konsole Playstation. Różnica jest ogromna i twórcy wykonali naprawdę super robotę. Tego typu odświeżenia gry chce się widzieć za każdym razem. Widziałem również, że stara wersja miałą angielski dubbing, ale jeżeli będziecie grać w Yakuze, to nie używajcie go, proszę. Japończycy mają bardzo specyficzny rodzaj akcentowania i wymowy, więc stracicie przez to ogromną część klimatu.

Włóczenie się nocą po Kamurocho zabiera sporo czasu
Fabuła jak z filmu
W grze wcielamy się w Kiryu Kazume. Jest to młody członek organizacji przestępczej znanej jako yakuza. Jest on osobą lojalną, oddaną i honorową. Te cechy zostaną poddane próbie, gdy jeden z jego przełożonych zostanie zamordowany. To wydarzenie da początek chaosowi w organizacji i popchnie historię w nieoczekiwanym przez bohaterów kierunku. Fabuła jest mocną cechą tej serii. Jest to bardziej serial kryminalny, niż gra. Przerywniki potrafią być długie. Skomplikowane zależności i hierarchie sprawiają, że początkowo nie wiadomo kto kogo ma słuchać. Ale z czasem łapiemy, o co chodzi.

Majima nigdy nie ma dosyć dostawania oklepu
Walki uliczne to codzienność
Tutaj trzeba zaznaczyć różnice w stosunku do GTA. Nie jeździmy tu samochodem, a prawie cała gra umiejscowiona jest w fikcyjnej dzielnicy Tokio, Kamurocho. System walki jest tu bardziej zaawansowany. Do wyboru są 4 różne style, które można wykorzystywać w zależności, na jaki typ przeciwnika się natrafi. Do głowy przychodzi mi trochę Wiedźmin 1, ale combosy i sama walka jest bardziej zróżnicowana. O ile bossowie to gąbki na ciosy, to mniej znaczący przeciwnicy są całkiem przyjemni do eliminowania. No i jest Majima. Majima Goro to nemezis głównego bohatera, który stara się wytrenować nas tylko po to, by w epickim pojedynku nas zabić. Świr, ale też fajne urozmaicenie gry. Szkoda tylko, że żeby odblokować całe jedno drzewko walki, trzeba z nim walczyć bardzo duża ilość razy. Mimo różnych stylów, których używa, walki stają się z czasem nużące.

Samochodziki to fajna mini gierka, chociaż wypadanie z toru bywa mocno losowe
Świat pełen atrakcji
Takich dziwnych wstawek jest tutaj dużo. Japończycy narodem specyficznym są. Questy poboczne jak przynoszenie chusteczek do toalety, granie na automatach z dzieciakami w kamień, papier, nożyce z paniami w bikini w roli głównej czy też sprzedawanie zapałek to standard. Kiryu to bardzo miły gość (pomimo tego, że tłucze każdego zbira jak tylko się nadarzy okazja) i podejmie się wszystkiego. Gra świetnie buduje świat przy pomocy takich mini questów, dużej ilości minigier, możliwości zakupów w markecie lub jedzenia w restauracji. Dzielnica nie jest duża, ale cały czas jest co robić. Do tego graficznie jest bardzo dobrze i nocne światła neonów robią super klimat.

Kiryu to badass, do którego lepiej nie fikać
Podsumowanie i ocena
Grafika

Muzyka

Rozgrywka

Fabuła

Stan techniczny


Zdecydowanie bardziej wolę tę serię, niż GTA. Kiryu to bardzo fajna postać. Świat jest ciekawy, chociaż trochę dziwny. Gra angażuje, a historia jest dobrze rozpisana i ciekawa. Przyjemnie odhacza się kolejne aktywności. Pod koniec może męczyć walka. Szczególnie spam Majimy. Trochę też fabularnie gorzej moim zdaniem, niż w Yakuza 0. Gra jest porządna tak czy inaczej. Myślę, że kiedyś mógłbym wrócić do niej. Tak, chyba wrócę 🙂

