Recenzja A Way Out – Kooperacyjna ucieczka z więzienia

Nie jestem fanem przygodówek. Rzadko zdarza się, żeby te tytuły trafiały w moje gusta. Jednak czasami trafi się coś przyjemnego. A Way Out dodatkowo pozwala na granie z drugą osobą, więc same plusy!

Trudno tę grę do czegoś porównać. Jest to trochę takie The Walking Dead, połączone z Tomb Raider i Dead Space 3. I właśnie z tych trzech wymienionych tytułów to zalety tego ostatniego sprawiły mi najwięcej radości przy graniu w A Way Out. Chodzi mi o kooperację na jednym ekranie. Granie z kimś jest zawsze fajne.

Przeszukiwanie obszaru w dwie osoby zabiera mniej czasu

Twarde skurczybyki

Za to granie z kimś w grę z dobrą fabułą jest jeszcze fajniejsze. Ta gra mocno skupia się na narracji. Duża część to dialogi i scenki przerywnikowe. Gra czasami może wydawać się interaktywnym filmem, ale nie przeszkadzało nam to. W grze poznajemy historię Leo i Vincenta. Pierwszy to były złodziej, który wpadł w ręce policji przy sprzedaży diamentów, wystawiony przez wspólnika Harvey’a. Vincent to natomiast oszust, który zdefraudował duże sumy pieniędzy. Również ma zatarg z tym samym gościem. Nie są zbytnio do siebie podobni pod względem charakteru, ale łączy ich wspólny wróg, a także wiedzą, że potrzebują wspólnika w ucieczce. Ta koncepcja zmusza ich do współpracy.

Nocą zwiedzamy więzienie unikając strażników

Zgrywanie się bywa trudne

I nie tylko ich. Gracze muszą współpracować. Można to robić poprzez wspólne przenoszenie ciężkich przedmiotów czy po prostu pilnując komuś pleców przed strażnikami. Gra jest na tyle prosta, że osoba mająca mało doświadczenia z grą na kontrolerze da sobie radę. Mojej dziewczynie przychodziło to na początku z lekkim trudem, ale nieudane etapy można powtarzać. Współpraca polega również na podejmowaniu wspólnych decyzji. Tutaj potrzebny jest kompromis. Leo zwykle proponuje bardziej bezpośrednie rozwiązania. Vincent za to kombinuje i zachowuje pozory. Nie da się znaleźć wspólnej opcji, żeby pogodzić obu.

Vincent zwykle stara się łagodzić sytuacje

Nic dziwnego, że trafili do więzienia

Jak pewnie każdy się domyśla, obaj panowie uciekają na wolność i starają się wywrzeć zemstę na swoim wrogu. To jest wiadome, odkąd okazuje się, że znają tego samego typa. Czyli na początku. Dlatego nie uważam tego za spoiler. Ucieczka z więzienia jest brawurowa. To jest chyba ich cecha wspólna, bo na wolności wyprawiają już rzeczy kompletnie odjechane. Strzelaniny, pościgi, skakanie po żurawiach budowlanych. Klasyczny film akcji. Gra żongluje tymi elementami tak, żebyśmy się nie nudzili. I wszystko to jest wykonane w miarę poprawnie. Może pościgi są trochę zbyt losowe. Ten elementu musieliśmy powtarzać częściej niż inne.

Leo boi się wysokości, więc oczywiście trzeba skakać ze spadochronem

Podsumowanie i ocena

Grafika

Muzyka

Rozgrywka

Fabuła

Stan techniczny

A Way Out to naprawdę dobra historia z połączonym prostym, ale satysfakcjonującym gameplayem. Powiedziałbym, że to jedna z lepszych gier pod kooperację. Finał nas trochę rozczarował, ale i tak bawiliśmy się bardzo dobrze. Nie jest to też jakoś bardzo długa gra, więc nie mieliśmy problemu ze zorganizowaniem sobie czasu i przejściu jej pamiętając całą historię z początku. Ostatecznie bardziej polubiliśmy Leo. A Wy?

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *