Citizen Sleeper 1 ograłem w dwa dni. Nie, że jest to krótka gra. Przypadkowe natrafienie na coś tak oryginalnego jest dla mnie zawsze czymś mile widzianym i pochłonęło mnie mocno. Czy gotowy na grę w dwójkę miałem podobne odczucia?
Tym razem wiedziałem, jak gra będzie wyglądała. Nie oznacza to, że mnie to rozczarowało, a wręcz przeciwnie. Zachęcony znajomym interfejsem miałem mniejszy próg wejścia i mogłem od razu zatopić się w rozgrywkę. Ta się mocno zmieniła w porównaniu do poprzedniej części, ale jeden element pozostał niezmienny. Walka z czasem.

Drzewka wymaksowane to to co chcę widzieć
Bez dnia zwłoki
Czas jest tutaj na wagę złota. Nasz bohater jest bez przerwy ścigany przez groźnego przeciwnika, od którego zostaliśmy uratowani przez naszego towarzysza. Nie wiemy, kim jesteśmy i gdzie się znajdujemy. Nasza pamięć została wyczyszczona, a my wkrótce odkrywamy w naszym systemie groźne nieprawidłowości. Tak jesteśmy robotem. Tytułowym sleeper. Tak będą się do nas zwracać wszyscy. Zazwyczaj takie osobniki nie mają świadomości, ale to, co się z nim dzieje jest niezwykłe i między innymi dlatego jesteśmy ścigani. Razem z naszym wybawicielem wyruszamy w podróż i ucieczkę, aby uwolnić się od pościgu i odkryć zagrożenie wynikające z awarii, której ulegliśmy.

Serafin ratuje nam skórę i ogólnie dobry ziomek to jest
Ściany tekstów
Do poznania historii wymagana jest znajomość angielskiego. I to całkiem dobrego angielskiego. To niestety może być minus dla niektórych. Nie sądzę, żeby tak małe studio planowało polską wersję, a i sami gracze raczej tego się nie podejmą. Tekstu jest tu naprawdę dużo. Historia jest naprawdę ciekawa, chociaż niektóre dialogi można by pominąć i z czasem tak właśnie robiłem. Po drodze do naszej załogi przyłączają się postacie, które mogą pasować nam charakterem albo nie. Warto je brać dla zadań, ale niektórzy byli bardzo upierdliwi. Posiadają też własne umiejętności, które pomagają w przypadku eksploracji porzuconych statków.

Gdy nie mamy jak spożytkować kości, warto przeznaczyć je na pracę
Odzysk czy raczej poszukiwanie skarbów
Przeszukiwanie statków to jakby nasza główna praca. Życie awanturnika nie jest proste, więc żeby się dorobić, trzeba się orobić. Do tego potrzebne są kości akcji. Te odnawiają się każdego dnia. Wyższe dają nam więcej procent szans na sukces. Niektóre zadania mają ograniczoną liczbę tur, w których mogą być podjęte. I jest jeszcze pościg, który zmusza nas do zmiany lokacji co jakiś czas. Życie w stresie. Zdobywanie jedzenia i paliwa to już tylko dodatkowa atrakcja. Po drodze dostajemy nowe zadania i rozwijamy postać. Można powiedzieć, że gra opiera się na zarządzaniu zasobami i ryzykiem. Ciekawe.

Nasza bryka to nasz dom. Coś jak Ricky z Chłopaków z baraków
Podsumowanie i ocena
Grafika

Muzyka

Rozgrywka

Fabuła

Stan techniczny


W porównaniu do jedynki gra wypada gorzej. Poruszanie się po pasie asteroid sprawia, że wszędzie jesteśmy obcy i postacie trochę szybko obchodzą w zapomnienie. Szkoda też, że gra jest po angielsku. Chciałbym polecić ją większej ilości osób, ale nie każdy na tyle będzie umieć się odnaleźć. Jest to jednak dalej dobra pozycja z bardzo ciekawą fabułą i super wykreowanym światem.

