Recenzja Nine Sols – brutalność i śmieszki

Anime oglądałem już jako dzieciak. Dragon Ball u znajomych w telewizji, potem GTO na Hyperze. Potem już sam trochę oglądałem i czytałem mang. Nawet teraz jak znajdę czas, to chętnie coś świeżego obejrzę. Lubię tę stylistykę i klimat.

Dlaczego o tym piszę? Nine Sols korzysta nie tylko z tego typu grafiki, ale też mocno wykorzystuje inne elementy tej sztuki dalekiego wschodu. Czasem wychodzi to na plus, czasem nie. Zacznę jednak od początku.

Część elementów i postaci mogłaby nie istnieć

W przerwach od zemsty

Wcielamy się w postać Yi. Jest to jeden z tytułowych Sols, rasy pozaziemskiej przypominające nieco koty. Już na samym początku gry zostajemy zdradzeni przez naszych sojuszników i zostawieni na śmierć. Jednak Yi nie umiera i po długiej rekonwalescencji powraca, aby wywrzeć zemstę i rozwiązać tajemny spisek. Po drodze dowiadujemy się więcej o historii i postaciach zamieszkujących ten świat. Poznajemy naszego ludzkiego przyjaciela Shuanshuana i eksplorujemy kolejne lokacje jak w klasycznych metroidvaniach. Historia to mój główny problem. Jest często infantylna. To typowe dla azjatów, mieszać klimaty bez wyczucia. W jednym momencie brutalnie mścimy się na wrogach, a potem wykłócamy się o jakieś pierdoły z postaciami pobocznymi.

Sztachnij się bracie, zanim skończysz na macie

Mistrze uników

W walkach wykorzystujemy system uników oraz talizmany, które zdetonowane zadają dodatkowe obrażenia. Wkrótce rozwijamy nowe umiejętności. Dużo zależy od naszej eksploracji. Znajdziek jest sporo i warto się za nimi rozglądać. Do tego posłużyć nam może również dron, który może dostać się w trudno dostępne miejsca. Walczymy, skaczemy, unikamy pułapek. W nagrodę dostajemy walkę z bossem. Te są trudne i często trzeba je powtarzać. Śmierć występuję tu w typowo soulslikowym stylu – podnosimy upuszczone zasoby. Cały system walki i eksploracji jest naprawdę super, ale miałem problemy czasami, gdy wyraźnie mój pad miał lekkiego laga i nie mogłem zrobić ani jednego uniku. Grałem na konsoli.

Niby trzeba zdecydować, w co iść, ale w sumie i tak można iść we wszystko

Ying i Yang

Cała gra ma bardzo ciekawy klimat. Elementy dalekiego wschodu są pomieszane z nowoczesną technologią. Mocne wpływy taoizmu są dosyć unikatowe, a wszystkiego dopełnia estetyczna oprawa graficzna i dźwiękowa. Chociaż przy kwestii dialogów bym to odwołał. Nie jestem fanem, gdy postacie w rozmowach pochrząkują do siebie. Ogólnie jednak grafika, klimat, walka, eksploracja. To wszystko sprawia, że gra jest dla mnie świetna. Problemem jest jednak ta druga strona medalu. Nie polubiłem żadnej postaci. Są dla mnie bezsensowne. Zachowują się głupio, a ich konwersacje przeklikiwałem, bo nudziły i irytowały mnie strasznie.

Unikalny styl wizualny jest świetnym atutem

Podsumowanie i ocena

Grafika

Muzyka

Rozgrywka

Fabuła

Stan techniczny

Może dziwić tak niska ocena. Szczególnie gdy poczyta się recenzje w internecie. Jak dla mnie gra jednak zbyt wiele zaciągnęła z typowego anime. Stereotypowe postacie i mało śmieszne żarty psują kompletnie klimat. Pomimo pozorów głębi, historia z czasem staje się płytka i przeciętna. Cała otoczka jest świetna i nigdy nie miałem takiej sytuacji, żebym przez fabułę porzucił grę. Może to również kwestia trudności sprawiła, że przy irytacji porażkami wracałem do historii. Szkoda

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *