Zawsze czuje się dziwnie, gdy piszę recenzje kontynuacji. Trudno mi się odnosić do tego co pisałbym o prequelu. Jednak z racji tego, że przechodzę coś nie tak dawno, pamiętam więcej szczegółów. A o niektórych grach chcę napisać, bo odniosły na mnie spore wrażenie i chcę się pozachwycać.
Który przypadek dotyczy A Plague Tale: Requiem? Ten pierwszy i ten drugi. Który bardziej to uzasadnię na końcu. Na początku trochę ochów i achów nad marką wytworzoną przez francuskie studio deweloperów.

Gra prezentuje się fantastycznie
Uciekając przed szczurami
Druga część A Plague Tale opowiada dalsze losy bohaterów znanych z jedynki. Sytuacja stała się trochę bardziej pogmatwana i przemieszczamy się z punktu do punktu, szukając ucieczki przed plagą. W zasadzie jest to to samo co w poprzedniej części, ale tym razem nie historia nie skupia się tak bardzo na teraźniejszości, co na odkrywaniu tajemnic przeszłości. Amicia jest już dojrzalszą osobą i stara się częściej podejmować trudne decyzje. Towarzyszy nam również nasz przyjaciel Lucas, ale nie będzie on jedynym sojusznikiem, którego spotkamy na naszej drodze.

No niestety trzeba iść akurat tam
Gra świateł
A droga ta jest trudna i mroczna. Mroku użyłem tu nieprzypadkowo, bo co noc praktycznie musimy mierzyć się z plagą szczurów. Światło dnia to nasze wybawienie. Podobnie jak w pierwszej części daje to ogromne możliwości w zakresie zabawy światłem i cieniem. Gra wygląda świetnie i te efekty sprawiają niezapomniane wrażenie. Do tego ten świetnie brzmiący francuski dubbing i fantastyczna muzyka. Gra stoi na naprawdę wysokim poziomie i cieszy, że tak mało znany deweloper stworzył tak dobrą markę z niczego. Przypomina mi to trochę pewien polski fenomen 😉

Umiejętności zdobywamy używając danej taktyki
Więcej i więcej analogii
Rozgrywka skupia się dalej na skradaniu i unikaniu walki. I szczurów. Jednak jest tutaj moim zdaniem więcej dynamicznych etapów. Ogólnie gra wydaje się być bardziej podkręcona. Szczury są teraz niepohamowana siła. Emocje muszę być skrajne. Krzyczą wszyscy, dzieje się wszystko. A potem nagle etap w mieście i sielanka. Trochę to męczące. Może to przez pościg czułem się niezręcznie, biegając po mieście za głupotkami. Tymczasem już poza miastem trzeba było uważać na każdego przechodnia. Zamiast tego moglibyśmy się skupić na powolniejszym poznawaniu fabuły. Bez tych niesamowitych analogii z przeszłością. Nie podobały mi się te wątki, tak jak prawie wszystko, co wydarzyło się na wyspie La Cuna. Podobnie sny Hugo. Cały ten wątek skończył się niczym.

Mimo zdolności Amici lepiej unikać konfrontacji
Podsumowanie i ocena
Grafika

Muzyka

Rozgrywka

Fabuła

Stan techniczny


Boli mnie serduszko, dając tylko 3. Być może przy drugim podejściu kiedyś jednak podniosę tę ocenę. Na ten moment jednak fabuła nie przekonała mnie do siebie. Bardzo lubię te postacie i dla samej rozgrywki mogę zagrać jeszcze raz. Polecam każdemu, bo być może to tylko moje odczucia z tą fabułą. Czekałem, żeby w to zagrać. I troszkę mi smutno.

