Recenzja Red Dead Redemption – konie i rewolwery

Jakiś czas temu pożyczyłem od znajomego Xboxa 360. Wśród tytułów, które chciałem przejść, było głośne Red Dead Redemption. Pierwsza odsłona wyszła już jakiś czas temu, ale pamiętam bardzo dobrze, jak każdy przeżywał tę grę. Fanem gier Rockstara nie jestem, więc takiej zajawki nie miałem. I konsoli.

Po latach jednak stwierdziłem, że warto nadrobić ten tytuł dla porządku. Dwójkę miałem zamiar kupić i przejść, więc dla zapoznania się z historią warto spróbować. Screeny dodane w tej recenzji pochodzą z Youtube. Wtedy jeszcze strony nie miałem, więc nie miałem po co ich robić, a teraz nie mam 360-tki.

Na naszej drodze spotykamy wiele dziwnych osób

GTA na dzikim zachodzie

W grze wcielamy się Johna Marston. Dowiadujemy się, że jest on zmuszony do działania na rzecz rządu. Jego misja polega na odnalezieniu i wyeliminowaniu swoich dawnych kompanów z gangu przestępców. Na drodze stanie mu wiele przeciwności oraz ciekawych postaci. Jest to typowa westernowa opowieść. Dziki zachód nadal jest miejscem bezprawia, gdzie silniejszy zwycięża. A my jesteśmy najsilniejsi. Dlatego, aby osłabić naszą postać, zostajemy na początku ciężko ranni. Powrót do pełnej sprawności pozwala nam zapoznać się ze światem i mechanikami gry. Z czego dwie dominują. Jak w GTA.

Najlepiej strzelać do wszystkiego, co się rusza

Jedź i strzelaj

RDR wyszedł parę lat po GTA 4. I podobnie do głównej serii Rockstar tutaj też prawie wszystko sprowadza się do dwóch rzeczy: strzelania i jeżdżenia. Na padzie strzelanie jest wspomagane więc, zamiast bawić się w celowanie, lepiej jest przestać celować na chwilę i pozwolić by przy ponownym zbliżeniu gra automatycznie nacelowała nas na przeciwnika. Jazda też nie jest wielce zaawansowana. To trochę słabe, ponieważ jak na dwie czynności, które robi się prawie non stop, oczekiwałbym czegoś ciekawszego. W GTA liczba pojazdów była jednak większa. Tutaj w pewnym momencie zacząłem już mięć dość tych dużych pustych przestrzeni do przemierzania w te i w tamtą.

Oszczędzanie przeciwników to rzadkość

Urozmaicenia i udziwnienia

Urozmaiceń jest całkiem sporo. Od czasu do czasu korzystamy z lassa, gramy w pokera czy bierzemy udział w wyścigach. Te ostatnie po tylu przejechanych milach to opcja dla masochistów. Całość jednak nudzi się dosyć szybko. To, czym Rockstar stara się przyciągać to historie. Dla osób, które lubią ten absurdalny humor, gra przygotowała go całkiem sporo. Ja w pewnym momencie przeklikiwałem scenki i nie czytałem dialogów. Te są często o niczym i istnieją tylko po to, żeby uprzyjemnić podróż. Przy trochę już wiekowej grafice to główny ozdobnik.

Mały ogień, dużo dymu

Podsumowanie i ocena

Grafika

Muzyka

Rozgrywka

Fabuła

Stan techniczny

To była długa i dosyć nudna podróż. Główna historia jest interesująca, ale cała absurdalna otoczka mnie wynudziła. Ani strzelanie, ani jazda nie sprawił mi jakiejś radości. Ta gra się na tym głównie skupia, więc to duży minus. Fajnie, że nowa wersja wyszła na PC i jest bardziej dostępna. Grafika na 360 wyglądała już kiepsko. Mam wrażenie, że miejscami gorzej niż GTA 4. Może przez większy nacisk na realizm. Wiem, że gra ma fanów i jestem w stanie zrozumieć, że może się podobać. Ja nie wrócę do niej nigdy. To nie mój dziki zachód.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *