Z serią Halo jakoś nigdy nie było mi po drodze. Nie dziwne, ponieważ jako człowiek bez konsoli, nie miałem możliwości nawet zagrać w taki tytuł. Po zakupie Xboxa Series X jednak nie zmieniło się to. Dlaczego w końcu zagrałem?
Przez coopa. Znajomy chciał przejść, to stwierdziłem, że warto dać szansę grze o tak dużym gronie fanów. Pomimo mojego zainteresowania kosmosem, gry poruszające tę tematykę często są dla mnie mało zjadliwe. Jak poszło Halo w przekonywaniu mnie do siebie?

Tytułowe Halo jest ogromne
W środku wojny
Do przekonywania wrócę oczywiście w podsumowaniu, natomiast najpierw poruszę inne aspekty gry. Fabularnie jest trochę chaotycznie, ponieważ zostajemy wrzuceni w środek kosmicznego konfliktu między ludźmi i przymierzem obcych ras. Jako elitarny wojownik Master Chief przedzieramy się przez zastępy obcych i dokonujemy heroicznych czynów. Pierwszym z nich jest ochrona SI przed obcymi. Statek, na którym się znajdujemy, zostaje zaskoczony niespodziewanym atakiem i musimy zabrać wspomnianą inteligencję, zwaną Cortana, aby nieprzyjaciel nie przejął jej zasobów informacji. Uciekając, trafiamy na tytułowe Halo, które okaże się czymś zupełnie niespodziewanym.

Ghost to chyba jedyny wygodny pojazd
Dwa tryby grafiki
To, co po uruchomieniu gry natychmiast rzuciło mi się w oczy to grafika. Nie pasowała do tak starej gry. Po chwili odkryłem, że można ją zmienić jednym przyciskiem w trakcie gry, żeby móc doświadczyć oryginalnej szaty lub nie męczyć się tym retro stylem. To bardzo ciekawa i fajna opcja. Uznałem, że wolę zagrać w starym stylu. Trochę lepiej pasował mi do lekko drewnianej rozgrywki i dziwnego sterowania. Niska rozdzielczość grafik i gorsze oświetlenie jednak nie mają wpływu na to, że lokacje są mocno powtarzalne i puste. W tak krótkiej grze to trochę słabe.

Poprawiona grafika robi różnice
Ziemskie, znaczy swojskie
W grę grałem na padzie. Nie lubię strzelanek na padzie, ale ze wspomaganiem jestem w stanie sobie poradzić. Same bronie są jednak mało satysfakcjonujące. Przeciwnicy są bardzo wytrzymali. Albo bronie słabe. Przez samo-regenerujące się tarczę energetyczną, gra często sprowadzała się do szarży na wroga, żeby się nie schował. Bardziej też pasowały mi ziemskie bronie, może przez znajomość działania. Fajne było za to dodanie wysokich skoków, spowodowanych niską grawitacją. Ta sama grawitacja wpływała jednak też na zachowanie pojazdów, a te prowadziły się okrutnie źle.

Szturm niczym na plaży Omaha
Podsumowanie i ocena
Grafika

Muzyka

Rozgrywka

Fabuła

Stan techniczny


Oceniam tę grę po przejściu Halo 2 i widzę, ile można było ulepszyć. Nie zmienia to jednak, że Halo 1 przeszedłem najszybciej, jak się dało. Powtarzalne lokacje i przeciwnicy. Historia, która nie potrafi zainteresować. Strzelanie niedające większej satysfakcji i beznadzieje sterowanie pojazdami. Może zbyt krytycznie, ale takie odniosłem wrażenie. Po latach grafika dalej cieszy, ale pod względem rozgrywki dla mnie nie ma tu nic, do czego chciałbym wracać.

