Recenzja Halo Reach – prequel serii Microsoftu

Ech, z sentymentem wspominam pierwszą część Halo. No dobra, może jednak nie. W każdym razie grałem w nią dosyć niedawno. Dosyć niedawno grałem też w nowsze części. Rzucony w wir walki nie miałem okazji zapytać o wiele rzeczy. Na całe szczęście wyszło Halo Reach.

Jedynkę wspominam nie przypadkiem, ponieważ Reach to prequel serii. Opowiada wydarzenia przed pierwszą częścią i sposób, w jaki Cortana dotarła na statek, na którym spotkała po raz pierwszy Master Chiefa. Tak, nie gramy Master Chiefem. Sorry MC.

Jetpack to fajna nowość

Nowy bohater

Noble 6 to nasz nowy protagonista. Znajdujemy się na rodzimej planecie Spartan – tytułowej Reach. Wraz ze swoim oddziałem mamy zbadać utratę sygnału w placówkach na planecie. Szybko okazuje się, że planeta została najechana przez znane i lubiane Przymierze. Z pomocą pozostałych członków zespołu Noble staramy się odeprzeć najazd obcych. Po jakimś czasie dowiadujemy się o celu przybycia obcych na planetę i spotykamy pewną znajomą. Nie chcę zbyt wiele zdradzać, ale fabuła jest całkiem przyjemna. Pęka też przekonanie o Spartanach jako jednoosobowej armii. W oddziale można więcej.

Walka w kosmosie była całkiem zabawna

Niby wszystko znajome

Trudno o nowości w prequelu. Jednak znajdzie się parę ciekawostek. Kilka nowych umiejętności, nowy pojazd. Ewentualnie wózek widłowy, którym świetnie się jechało do szturmu, ale ginęło dosyć szybko. Nie wiem czemu. Jeżeli się nie mylę, to nowością są też walki w przestrzeni kosmicznej na pokładach statków kosmicznych. Są one zrealizowane bardzo fajnie i szkoda, że nie posiadały odrobinę więcej głębi. Przeciwieństwem jest odrobinę monotonna i przydługa misja z wieżowcami. Też sporo latamy, ale brakuje tej efektowności. W każdym razie oba elementy dodają zróżnicowania.

Misja wygląda świetnie

Apteczki? Apteczki!

Co ciekawe to powrót system z apteczkami. Ponownie polegamy głównie na naszej tarczy, ale jej utrata nie skazuje nas momentalnie na śmierć. I właściwie trudno napisać dużo więcej. Duża część gry została zaczerpnięta z Halo 3. Oprócz fabuły oczywiście, bo ta jest czymś nowym. Na szczęście dla tej serii. Master Chief mógłby się uczyć od swoich kolegów, jak się traktuje obcych. Wraca lekko zmodyfikowany system umiejętności, które teraz odnawiają się z czasem, zamiast być jednorazowego użytku. No i można biegać. Krótko, ale się da.

W końcu ciężki sprzęt rusza do boju

Podsumowanie i ocena

Grafika

Muzyka

Rozgrywka

Fabuła

Stan techniczny

To chyba na razie moja ulubiona cześć Halo. Może przez to, że nie jesteśmy takim bogiem pola walki jak MC. Wybrańcem z dupy, ale superżołnierzem, który jest członkiem oddziału. I to jakoś mi bardziej pasuje. Rozgrywka jest dalej dobrze dopracowana. Oczywiście sterowanie jest typowo „Halo”, ale po tylu częściach już się przyzwyczaiłem. Gorzej będzie mi z powrotem do zwykłych gier przy graniu na padzie. Ale jednak powiedziałbym, że warto. To fajna strzelanka i pewnie jeszcze do niej kiedyś wrócę.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *