Jakiś czas temu omawiałem Orcs Must Die! Deathtrap. Ta kooperacyjna gra akcji z elementami tower defense ma jednak swoje korzenie w czystym single player. Ja akurat grałem w obie w kolejności wydawania, ale musiałem sobie przypomnieć po latach, jak różnił się oryginał.
Dużo rzeczy pozostało niezmiennych. Niektóre odkryłem dopiero przy tym podejściu, pomimo że według zapisów gry skończyłem ją na dosyć wysokim poziomie. Więc jak to było?

Fala uderzeniowa przydaje się przy przepaściach
Bohater z przypadku
W grze wcielamy się w Maximiliana. Jest on jedynym, pozostałym przy życiu magiem bojowym A właściwie uczniem maga bojowego, który niefortunnie ginie na początku. Do nas należy zatem ochrona szczelin prowadzących do różnych światów przed orkami. Historia w pewnym momencie się rozkręca. Za to główny bohater nie poważnieje i dosyć swobodnie podchodzi do swoich obowiązków. Całość jest mocno humorystyczna i przerysowana. I fajnie. Prosta fabuła pozwala cieszyć się masakrowaniem przeciwników przy jednoczesnym nadaniu jakiegoś celu.

Ulepszenia potrafią sporo zmieniać
Pułapki, bronie i ogólnie takie takie
W przeciwieństwie do recenzowanej części Deathtrap tutaj nie mamy z góry zdefiniowanych mocy bohatera. Te możemy wybrać razem z pułapkami na starcie poziomu. Tak samo czaszki nie wypadają z przeciwników, tylko są nagrodami za specyficzne ukończenie etapu. Bez otrzymania obrażeń na przykład. Spowalniająca smoła czy kolce ze ściany to klasyka, ale wydaje mi się, że jest parę, które nie pojawiły się później. Do tego elementy otoczenia jak żyrandole, których możemy użyć na przeciwnikach. Warto spróbować też trudniejszych poziomów dla dodatkowych czaszek. Układane tory przeszkód mogą być czasami takie same, a wynik po prostu lepszy.

Czasami możemy wykorzystać otoczenie na naszą korzyść
Podsumowanie i ocena
Grafika

Muzyka

Rozgrywka

Fabuła

Stan techniczny


Gra jest dobrze wykonanym ciekawym pomysłem. Nie jest za długa, ale sprawia sporo zabawy. Po zagraniu nie dziwiłem się, że pomysł przyniósł kolejne części. Nie miałem jeszcze okazji zagrać w dwójkę i trójkę, ale przy nadarzającej się okazji na pewno przetestuje. Jeżeli ktoś ma wolny wieczór i chce coś porobić odmóżdżającego przy puszczeniu sobie jakiejś mocniejszej muzyki na słuchawkach to Orcs Must Die! sprawdzi mu się znakomicie.

