Przy kończącym się abonamencie, rzutem na taśmę udało mi się odpalić i skończyć pierwszą cześć serii Gears of War. Od dawna się do tego zabierałem i trochę ubolewam na tym, że nie udało mi się w to zagrać w trybie kooperacji. Gra była w niektórych miejsca pomyślana pod tym kątem.
Same Gearsy to kolejna strzelanka od Microsoftu, ale wyprodukowana przez znane i lubiane Epic Games. Trudno jednak nie porównywać miejscami tej gry do Halo, ponieważ obie serie przez długi czas były ekskluzywne dla konsoli Xbox. Jednak najpierw o tym czym jest GoW.

Wychodzenie zza osłony bywa niezdrowe
Skrócony wyrok przez dobre zabijanie
W grze wcielamy się w Marcusa Fenix, który siedzi sobie radośnie w celi i odsiaduje wyrok. Nie mam pojęcia za co i dlaczego siedzi w cały pancerzu bojowym, ale w czarnej dla ludzkości chwili, wpada nasz stary kumpel Domino i oświadcza, że nasz wyrok zostaje skrócony, bo nie ma się komu bić z szarańczą. Locust. Jakoś tak. Od progu zaczynamy strzelać do wrogów i masakrujemy co się da. Wkrótce dowiemy się o naszej misji. Mamy odpalić urządzenie, które pozwoli zmapować podziemia, którymi przemieszcza się i atakuje szarańcza. To pozwoli na jej zbombardowanie i rozbicie wroga.

Walimy w butle z propanem, żeby zapalić światło
Od osłony, do osłony
Sama gra, jak na czasy w których wychodziła, jest całkiem innowacyjna. Chodzi mi o system chowania się za osłonami przy zachowaniu widoku z trzeciej osoby. Nie jest to może pierwsza gra, która to wykorzystywała, ale pierwsza w której to działało tak dobrze. I dalej działa. Każda lokacja zawiera przeszkody, które możemy wykorzystać na swoją korzyść. Wychylamy się, gdy przeciwnik się odsłoni, albo walimy na ślepo nad przeszkodą. Dodatkowym urozmaiceniem jest system wydawania komend towarzyszom. Te sprowadzają się do prostych manewrów i nie użyłem ich nigdy, ale no jest.

Na dużych gości jest laserek z orbity
Wszystko takie szaro-bure
Nie mogę nie wspomnieć o specyficznej grafice. Postacie ze swoimi sylwetkami wyglądają bardziej jak krasnoludy. Szerocy do przesady poruszają się wolno, a przez monotonną kolorystykę, zupełnie wypraną z wyrazistszych barw, często strzelałem do swoich. Trudno czasami rozróżnić co się dzieje na ekranie. Trudno też mi było czasami zrozumieć dlaczego ginę. Piła pod bronią nie zawsze działała, a przeciwnicy z bliska zabijali mnie zanim się zorientowałem co się dzieje. Niby jest różnorodność broni i przeciwnicy są trochę inni, ale właściwie są ich tylko trzy rodzaje. I bossowie. Jak coś się wyróżnia to walnij laserem orbitalnym. Laser jest fajny. Ale trochę powszednieje. Gra pozwala też pokierować pojazdem, ale nie był to jakiś wybitny etap.

Gdy trzeba czekać aż drzwi się odblokują, to wiedz, że coś się dzieje
Podsumowanie i ocena
Grafika

Muzyka

Rozgrywka

Fabuła

Stan techniczny


Gears of War to gra przeciętna. Może na swoje czasy robiła furorę, ale obecnie uważam, że jej fabuła jest nudna i niejasna. Przedzieram się przez świat, którego nie rozumiem i nikt nie chce niczego więcej wyjaśnić. Po co niby tu fabuła? Bo gra jest dosyć powtarzalna. Osłony, strzelanie, chodzenie. Kilka rodzajów broni trochę to urozmaica, ale przez wypraną z barw grafikę wszystko wygląda podobnie. Do kooperacji pewnie spoko gra. Solo się trochę nudziłem. To już czasy tuż przed Halo 3 i chyba wolę jednak zagrać w Halo.

