Na przestrzeni lat utrzymuje się trend, że duże korporacje robią gry dla siebie. To znaczy dla fanów, ale mają one głównie generować zysk. Nie jest to nic nowego, ani też złego. Firmy na siebie chcą zarabiać, a część twórców, która robi gry dla idei to mały procent. Tym bardziej zaskoczeniem jest taka gra jak dzisiaj omawiana.
Hi-Fi Rush to gra niespodziewana. Bez większego marketingu i wcześniejszego zapowiadania. Wyszła nagle i z najmniej oczekiwanej strony. Bethesda jest bardziej znana z odgrzewania w kółko tego samego (patrz memiczny Skyrim). A tu nagle gra zupełnie nowa i to o walce z korporacją.

To główna taktyka naszego bohatera
Muzyczny Iron Man
Główny bohater Chai trafia do ośrodka badawczego na wymianę uszkodzonej ręki na cybernetyczną. W trakcie operacji dochodzi do nieoczekiwanego wypadku, gdy jego odtwarzacz MP3 ląduję mu na klatce piersiowej i zostaje scalony z rdzeniem zasilającym jego nową kończynę. Z racji wykrycia niezidentyfikowanego obiektu wewnątrz niego, Chai zostaje określony jako defekt i ma zostać zlikwidowany. Odkrywa jednak nowe moce, pozwalające mu przyciągać odłamki do swojej nowej ręki przy odpowiednim zachowaniu rytmu. Ucieka z ośrodka, a pomaga mu w tym lodówka, robot-kot i nowo poznana dziewczyna Peppermint.

Po każdym etapie wracamy do kryjówki, gdzie możemy chwilę odpocząć
Wybijanie rytmu na przeciwnikach
Fabuła jest całkiem przyjemna, a poznane po drodze postacie mocno przerysowane i charakterystyczne. Wszystko tutaj jest utrzymane w lekkiej kreskówkowej oprawie, nie tylko tej wizualnej. To całkiem fajna sprawa, bo gra przez to staje się taką fajną pozycją do pogrania wieczorem przez chwilę. Nie oznacza to jednak, że gra jest prosta. Poziom trudności uznałbym za optymalny. Bardzo dobrze jest trafiać w rytm i zadawać tym samym dodatkowe obrażenia, ale nie jest to niezbędne. System walki jest dosyć prosty, ale przestaje taki być, gdy dochodzą kolejne umiejętności i pojawiają się trudniejsi przeciwnicy. Trzeba trochę kombinować

Gra ma sporo urozmaiceń, czasem etapy zmieniają się w plansze 2D
Sporo różności
Oprócz ulepszeń, które sami dostajemy, poznajemy na swojej drodze nowych kompanów. Posiadają oni umiejętności, które możemy wykorzystać w walce lub żeby dostać się do jakiegoś trudno dostępnego miejsca. To niekiedy pozwala na ponowne przechodzenie tych samych etapów, aby podnieść skarb lub odszukać graffiti. Sporo jest tu znajdźek. I są one całkiem fajne. Etapy ogólnie są zaprojektowane przyjemnie i każdy różni się od poprzedniego. A walki z bossami? To też aspekt, który wyszedł bardzo dobrze. Jedynie powtarzanie czasami całego intro do bossa bywało nużące.

Kompani pozwalają nam się dostać do zamkniętych obszarów
Podsumowanie i ocena
Grafika

Muzyka

Rozgrywka

Fabuła

Stan techniczny


To jedna z lepszych gier jakie ostatnio wydała Bethesda. Bawiłem się przy niej świetnie i chętnie do niej jeszcze kiedyś wrócę. Grafika i muzyka stoją na bardzo wysokim poziomie. Super sprawą jest też polski dubbing, który wyszedł świetnie. Do tego przyjemny gameplay i dobra cena. Na takie gry warto czekać. A na tą nie trzeba było. Ot tak, sama się pojawiła 🙂

