Jako, że był Halloween to wypadałoby wrzucić coś strasznego. Wiem, że obsuwa parę dni, ale żyćko. Trochę szkoda. Za to tytuł, który dzisiaj przyjdzie mi omówić powinien wynagrodzić spóźnienie. Rozpocznijmy zatem opowieść o mrocznym świecie Axiom.
Pomimo określenia „mroczny” na wstępie, świat ten jest sielanką w porównaniu do Umbralu. O co chodzi? W grze występują dwa światy, które istnieją równolegle i czasami siebie przenikają. Na samym początku rozgrywki dostajemy w swoje posiadanie latarnię umbralu. Ten przedmiot pozwala nam na podróżowanie po świecie umarłych. Możemy jednak w nim spędzić tylko określoną ilość czasu, zanim potężne istoty egzystujące w nim, nie zaczną się nami interesować. Mniejsi przeciwnicy pojawiają się co chwilę, ale podróże w Umbralu są jednak konieczne, aby dostać się do części lokacji. Kamienne mury w Axiom, w Umbralu mogą być kupami gruzu. Te połączenie światów odróżnia trochę tą grę od innych souls-like. A tak to klasycznie. Świat pełen pułapek, wrogów.

Most Podniebnego Spoczynku to nasza baza wypadowa
Umierasz, graj dalej!
Umbral nie tylko daje nam możliwość pokonania przeszkód w naszej podróży. To również druga szansa w przypadku śmierci. O tą akurat łatwo w tego typu grach. Dzięki latarni nie musimy jednak przemierzać całej lokacji od nowa, a tylko poszukać wyjścia z zaświatów. Przeciwnicy nie odnowią się w wyczyszczonych lokacjach dopóki nie odpoczniemy przy szczątkach poprzednich właścicieli latarnii. Służą one za checkpointy, ale możemy też sadzić własne szczątki, przy których się odradzamy lub do których możemy się teleportować. Dzięki temu eksploracja jest łatwiejsza, niż w Dark Souls, pomimo że respawn pointy są rzadziej.

W grupie raźniej szczególnie w Umbralu
Bij gnoja, jest już low
Łatwiejsze jest też granie w coopie. I jest to naprawdę odczuwalne. Nie tylko przez to, że przeciwnicy skupiają się na towarzyszu. Bardzo pomocna jest też możliwość podnoszenia towarzysza przy śmierci. Dopóki jeden z nas żył i mieliśmy krzyże lecznicze, mogliśmy się wskrzeszać i kontynuować zmagania. Dodatkowo po wskrzeszeniu odnawiał się częściowo zapas leczenia, więc czasem lepiej było celowo zginąć. I mimo, że nie jest to najłatwiejszy souls-like w jaki grałem, to granie wspólne sprawiało, że była to przyjemna i płynna przygoda. Jedyny element jaki na tym ucierpiał, co nie powinno być dziwne w przypadku kooperacji, to klimat.

Mapy są bardzo symboliczne, ale dodają fajnie klimatu
Głębiej i głębiej w otchłań
Bo klimat jest tu ciężki. Lokacje są często spowite w mroku co potęguję niepewność. Elementy otoczenia czasami są makabryczne i ociekające krwią. Jest to opowieść o krucjacie światła przeciwko piekłu, przy zastosowaniu nawet najbardziej brutalnych metod. W tle natomiast czai się pożerająca wszystko powoli pustka. Święci upadają, ludzkość ginie w ciemnościach i to naszym zadaniem jest określenie jaką ścieżką wszystko się potoczy. Wyborów nie ma tu aż tak wiele i nie są w żaden sposób sygnalizowane. To może być trochę problem, bo bardzo łatwo zepsuć sobie quest, gdy pójdziemy do złej lokacji w nieodpowiednim czasie. Warto zajrzeć do wiki. Szczególnie przy drugim podejściu. Oprócz tego, buildy czy inne elementy są na tyle proste do zrozumienia, że z czasem każdy powinien zrozumieć jak gra działa. Ale przede wszystkim trzeba oswoić się z walką i wybrać broń, która nam pasuje.

A więc złójmy skórę Łupieżcy Skór!
Podsumowanie i ocena
Grafika

Muzyka

Rozgrywka

Fabuła

Stan techniczny


Lords of the Fallen to swoisty reboot gry o tym samym tytule z roku 2014. Historie są powiązane, ale niezależne. Gralo mi się w to świetnie. Klimat jest mroczny i ciężki, pasujący do opowieści. System walki przejrzysty i przyjemny. Jedyny mój zarzut byłby pod kątem stabilności gry online. Pod koniec mieliśmy duże problemy, żeby dotrwać do końca walki z bossem, bez utraty połączenia. Gra jest jednak świetnym drugim podejściem do souls-like i twórcy dobrze odrobili lekcje. Czekam na kontynuacje.

