Wielu graczy kojarzy serię Company of Heroes. To znaczy wielu interesujących się strategiami. Więcej graczy natomiast kojarzy World of Tanks. Dlaczego te dwa tytuły? Łączą się z grą, którą dzisiaj omawiamy i z ich połączenia możemy odkryć czym jest Men of War.
Samą grę Men of War omówię innym razem. Dzisiaj skupię się na jej odsłonie o podtytule Assault Squad. Seria ta jest pierwowzorem dla Wota, co można zauważyć szybko po obsadzeniu jakiegokolwiek pojazdu. CoH to natomiast trochę prostszy krewny. Jak się zatem w to gra?

Wycofujący się wróg zostawia na polu walki pojazdy, które możemy naprawić
Całkiem niezła różnorodność
Dostępnych jest 5 nacji. Japonia, USA, Niemcy, ZSRR i Wielka Brytania. Dla każdej z nich możemy wykonać 5 misji. 4 z nich polegają na zdobyciu pozycji przeciwnika, a 1 skupia się na obronie. Gra nie posiada żadnej fabuły. Zdobywanie określonych punktów na mapie odblokowuje konkretne pojazdy i jednostki, ale im dalej w głąb pozycji nieprzyjaciela, tym mocniejszy opór napotkamy. Mapy różnią się geografią terenu i umiejscowieniem budowli. Także biom może być pustynny, ale równie dobrze tropikalny. Zauważyłem też, że przy restarcie mapy, pozycje dział przeciwnika potrafią się różnić. Frakcję nie są zbalansowane i mają dodatkowe umiejętności, których możemy używać po zdobyciu do nich dostępu.

Szturm przez otwartą przestrzeń potrafi drogo kosztować
Skupienie na walce
W grze nie budujemy baz. Jednostki przyzywamy za punkty, a te zdobywamy za walkę. Potrafi to doprowadzić do sytuacji, gdzie nie mamy czym atakować, ani się bronić. Wycofywanie się nie daje zbyt wiele, ponieważ zdobycie jakiejś pozycji sprawia, że przeciwnik będzie kontratakował oddziałami, które zostały wzmocnione po utracie przez komputer pozycji. Jeżeli gdzieś dojdziemy, przeciwnik zacznie wysyłać czołgi. Potem mocniejsze, itd. To jest trochę irytujące, ponieważ nie na wszystko da się łatwo znaleźć odpowiedź. O ile Japończyczy wysyłają na nas czołgi, które mogą zostać łatwo zniszczone, tak Sherman jest irracjonalnie odporny na ostrzał z armat przeciwpancernych. Nie ma sensu ich przyzywać, bo giną momentalnie, a szansa na przebicie jest mała.

Półciężarówki są łatwe w zniszczeniu, ale zapewniają dobre wsparcie piechocie
Życie piechura
Moc pojazdów jest znacząca, a piechota ginie tu często i gęsto. Możemy sami pokierować pojazdem lub piechurem, jeżeli czujemy, że mamy lepszy skill. Komputer nie jest tu za bystry i jednostki często się gubią. Brakuję mi tu trochę też większego wsparcia dla piechoty w postaci granatów dymnych z moździerzy czy lepszej artylerii polowej. Miotacz ognia działa tylko, gdy my go używamy. Fajnym elementem jest naprawa konkretnych podzespołów pojazdów. Jeden celny strzał może wysadzić czołg, gdyż te nie mają pasków życia. Aby przywrócić go do walki, trzeba dokonać napraw i uzupełnić załogę. Ewentualnie dolać benzynę i dostarczyć amunicje. Czasami jednak pojazd zostanie zniszczony kompletnie i trudno. To spoko system, który przypomina bardziej prawdziwe pole walki, gdzie pojazdy częściej były unieruchamiane, niż niszczone.

Naprawy trochę potrwają. To jeszcze nie czasy szarej taśmy i trytytek
Podsumowanie i ocena
Grafika

Muzyka

Rozgrywka

Fabuła

Stan techniczny


Gra jest powtarzalna. Początkowo szturmowanie pozycji przeciwnika bawi, ale kontrataki przeciwnika kosztują nas sporo krwi, a jego wcale. Pozycje natomiast ma umocnione bardzo mocno i musimy być dobrze gotowi na atak. Na pewno nie jest to gra dla nowicjusza w RTSach. Ja sobie lubię od czasu do czasu odpalić z dwie mapy. Nie jest to jednak gra, którą mogę polecić. Mocno pod multi, a ja multi nie gram.

