Dla mnie jako fana Warhammera 40,000 dźwięk miecza łańcuchowego pomieszany ze strzałami bolterów jest jak muzyka. Obecnie to uniwersum przeżywa renesans. Nie jestem pewien, jak do tego doszło, ale dużą zasługę w tym ma Space Marine 2. Natomiast historia w tej grze jest kontynuacją opowieści z gry, która już tak dużego sukcesu nie odniosła. Czy słusznie?
Space Marine to gra bardzo prosta w swoich założenia. Dostajemy do ręki broń, a przed sobą przeciwników, których należy zlikwidować. I to w zasadzie tyle, bo nie ma tu żadnych zagadek logicznych, żadnych wyborów. Czysta rozwałka. Używamy kilku broni do walki wręcz i kilku dystansowych. Pierwsze różnią się szybkością ataku i zestawem ruchów. Te drugie różnią się między sobą dosyć znacznie, więc nie każda się nam spodoba. O dziwo dobrze mi się grało snajperkami. Gra na padzie trochę wspomaga celowanie, ale tak jak pisałem — czysta rozwałka. Po co utrudniać?

Po drodze znajdujemy zasobniki z nowym wyposażeniem
Raz strzelamy, raz ciachamy
Gra nie jest też bardzo długa, więc nie zdąży się to znudzić. Dla urozmaicenia rozgrywki dochodzi kilka dodatkowych sekwencji. Przykładem jest lot na samym początku w kierunku powierzchni ziemi z pomocą plecaka odrzutowego. Spadając w kierunku powierzchni planety, strzelamy do wszystkiego, co jest zielone. Jest też kilka etapów”celowniczków”, gdzie za pomocą ciężkiej broni, staramy się utrzymać pozycję wobec nacierających fal wrogów. No i oczywiście dochodzą do tego wszystkiego walki z bossami, chociaż tych akurat nie jest aż tak wiele. Tak czy inaczej, żaden wróg nie uniknie swojej kary.

To poświęcenie zwykłych żołnierzy Imperialnej Gwardii jest podstawą istnienia Imperium
Zatrzymywanie zielonej fali
Ale komu właściwie tę karę wymierzamy? Trafiamy na planetę Graia, którą na cel wybrali sobie orkowie. Jako żołnierze zakonu Ultramarines mamy za zadanie odbić działo przeciwlotnicze i zabezpieczyć fabrykę wielkich maszyn wojennych — tytanów. W trakcie jednej z misji poznajemy inkwizytora, które informuje nas o źródle energii, którego destabilizacja może spowodować zniszczenie całej planety. Ruszamy do walki w imię Imperatora i staramy ocalić się świat. W walce czasami towarzyszą nam dwaj dodatkowi space marines. Częściej jednak jesteśmy zdani tylko na siebie. Fabuła zatem nie jest jakoś przesadnie skomplikowana, przez co ten tytuł wydaje mi się dobrym początkiem w świecie Warhammera 40,000.

Serwo-czaszki dają dostęp do audiologów wzbogacających historie
Nowa-stara grafika
A świat ten jest ładny. Grałem w remastera, ale grałem też w oryginał. Graficznie nie zmieniło się aż tak wiele. Jednak już kiedyś gra wydawała mi się dobra pod względem graficznym. Podobnie z oprawą audio. Orkowie gadają jak orkowie, Ultramarines są nudni jak Ultramarines. Szkoda, że twórcy remastera nie postarali się o coś więcej. Oryginał zgarnąłem gdzieś za darmo, a płacenie za takie niskie unowocześnienie trochę mija się z celem. Na szczęście gamepass pozwolił przetestować zmiany. Porównania można znaleźć na internecie i samemu zdecydować.

Ech, postrzelać takim tytanem
Podsumowanie i ocena
Grafika

Muzyka

Rozgrywka

Fabuła

Stan techniczny


Jeżeli chodzi o ocenę, to bez problemu daję 3. Nie jest to nic szczególnego. Bardzo prosta rozgrywka połączona ze znanym uniwersum. Jak na gry Warhammera z tamtych lat to i tak jedna z lepszych pozycji. Nie została ona jakoś entuzjastycznie przyjęta, ale jak dla mnie to była całkiem przyjemna gra. Na pewno jest to dobre wejście do świata Warhammera. Nie musimy znać jego szczegółów i to nie przeszkadza nam w rozgrywce. Za to możemy poczuć klimat i dowiedzieć się jakichś podstaw. Zabawa jest prosta, ale nie na tyle długa by znudziła. Jako odskocznia od czegoś długiego, sprawdzi się rewelacyjnie i zostawi miłe wrażenie po sobie.

