Recenzja Star Wars Squadrons – Bez Mocy, ale też dobrze

Mam pewne upodobanie do zręcznościowych symulatorów lotu. Ace Combat to jedna z moich ulubionych sesji. Kiedyś grałem trochę w Freelancera i X3. Dawno jednak nie ukazywało się nic z górnej półki. Dlatego dzisiejsza gra była dla mnie oczywista do odhaczenia.

Nie jestem za to fanem gwiezdnych wojen. Nie będę się rozpisywał o powodach. Chciałem tylko zauważyć, że do gry podchodzę przez to na chłodno. Chłodno jak kosmos. Czy jakoś tak. Co do kosmosu jest to miejsce gdzie dzieje się cała gra. Nie wchodzimy w przestrzeń żadnej planety, dzięki czemu nie musimy uczyć się zasad działania grawitacji. Za to należy nauczyć się bezwładności i prawa zachowania pędu.

Grafika potrafi zaprzeć dech

Gaz do dechy, czy hamujesz, czy przyśpieszasz

Początki bywają trudne. Ostatnio bardzo dużo grałem we wcześniej wspomniany Ace Combat i bardzo trudno mi było przyzwyczaić się do latania w Star Wars. Statek nie wytraca prędkości sam z siebie. Hamowanie przyśpieszeniem wstecznym wchodzi w nawyk, ale na początku trochę trudno było omijać miejsca potencjalnie zabójcze. Samo latanie jest naprawdę przyjemne i daje dużo radości. Pojedynki potrafią być emocjonujące, mimo że to tylko SI. Braki w wyszkoleniu komputer nadrabia ilością i siłą ognia.

Po jakimś czasie dostajemy dostęp do wyboru statku na misję

Imperium i rebelianci

To przypomina filmowe siły imperium, gdyby nie to że taktyka rebeliantów jest taka sama. Inne natomiast są statki. W zależności od strony konfliktu statki rebeliantów posiadają tarcze energetyczne, podczas gdy piloci imperium mogą korzystać z przekazania zasilania do innych podzespołów. Dzięki temu możemy zwiększyć szybkość lub siłę ognia. Do tego dochodzą też różne klasy. Bombowce lepiej nadają się do atakowania większy okrętów wroga. Natomiast klasy wspierające mogą zrzucić drony leczące czy tymczasowo unieszkodliwiać wroga. To całkiem fajny pomysł, szczególnie, że gra jest pomyślana głównie jako multiplayer.

Grafika daje czadu, a dialogi są naprawdę dobrze zrealizowane

Podwójna kampania

Ja jednak nie jestem zbytnio graczem multi, więc o tym wam nie opowiem. Za to opowiem wam o kampanii. Dzieli się ona na misje wykonywane po każdej stronie konfliktu. Na początku wprowadza to lekki chaos. Uczymy się postaci, żeby zaraz uczyć się nowych postaci. I naszego położenia. Później historia zaczyna się zazębiać. Zabieg ten ma nas zapoznać ze wszystkimi statkami i ich mocnymi i słabymi stronami. Jest to po prostu intro do multi. Jednak całkiem przyjemnie zrobione intro. Wszystko trzyma wysoką jakość dźwiękowo i graficznie. Sam jednak nie polubiłem postaci i nie chciało mi się z nimi gadać w przerwach pomiędzy misjami.

Ukończenie misji wymaga czasem działania w grupie

Podsumowanie i ocena

Grafika

Muzyka

Rozgrywka

Fabuła

Stan techniczny

Star Wars: Squadrons nie zachwyciło mnie. Nastawienie na mutli jednak odcisnęło trochę piętno na liniowości i monotonności kampanii. Misje są zróżnicowane, ale jednak historia nie jest na tyle angażująca by nie wkradła się nuda. Mechanicznie i audiowizualnie gra jest świetna. Brakuje jej jednak głębi. Nie będę do niej wracał, ale nie znaczy, że to jest zła gra. To po prostu multi. I Star Wars. Średnio.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *