Recenzja Halo 3 – każdy na każdego

Halo 3. Bezpośrednia kontynuacja 2. Powracają starzy znajomi, powracają też starzy wrogowie. Czasami to te same postacie. Za to w lepszej grafice. Jako że lecę wszystkie części w kooperacji ze znajomymi jedna po drugiej to zaczynają mi się trochę mieszać.

Jednak w tej osłonie nie mogę powiedzieć tego samego o etapach. Gra nie posiada trybu przełączania, między grafiką retro i odświeżoną. I wygląda też całkiem ładnie. Przede wszystkim jest jednak trochę bardziej różnorodnie. Do tego jednak dojdę później.

Tylko jeden gracz gra jako Master Chief, ale wszyscy są 117

Ta sama kolejność

Więc zasadniczo fabuła toczy się dalej. Arbiter przybywa na Ziemię i razem z MC mają powstrzymać nowego złola przed zdobyciem artefaktu na ziemi, który uruchomi zdalnie wszystkie pierścienie i unicestwi ludzkość. Nie wiem, ile jeszcze jest tych Halo, ale ruszamy do walki. Chwile potem atakuje nas Flood, więc znowu po Przymierzu walczymy z tym samym przeciwnikiem. Po wbiciu na statek dowiadujemy się, że Gravemind leci na Ziemię, ale potem okaże się, że zupełnie gdzie indziej. I znowu czekają nas sojusze, które trwają 5 minut. MC nie uczy się, że nie ufa się Xenos. Przydałaby mu się nauka Imperium.

Czasami łatwiej takich ominąć, niż na siłę ubijać

Nowe umiejętności

Master Chief w tej odsłonie traci swoją zdolność świecenia latarką, podobnie jak Arbiter niewidzialność. Po drodze znajdujemy jednak przedmioty jednorazowego użytku takie jak osłony czy pola leczące. Nie mamy co prawda paska życia, jednak jest to przydatna umiejętność. Dodaje to trochę różnorodności, o ile się ich używa. Ja akurat nie pamiętałem o nich. Klasycznie pojawia się parę nowych broni, ale największą przemianę przeszły wojska Graveminda. Natrafimy na naprawdę dużych i ciężkich przeciwników walczących wręcz, jak i przejętych i opancerzonych żołnierzy Elity.

Quad to nowość, ale nic szczególnego

Bardziej dopracowane etapy

To, co również mnie ucieszyło to bardziej zróżnicowane etapy. Już wcześniej zaczynało to jakoś działać, a tutaj w końcu jestem w stanie bardziej rozróżnić, w którym etapie toczy się historia, patrząc na zrzuty ekranu. Mam też wrażenie, że wspomaganie celowania zaczyna tutaj działać lepiej. Nawet taki padowy laik jak ja, w końcu nie musi wbiegać w przeciwników, żeby ich trafić. Albo po prostu już się przyzwyczaiłem do grania na padzie. Standardowo gra w kooperacji sprawia sporo frajdy. To jest to co naprawdę doceniam w tej serii.

Flood pozyskuje coraz silniejszych wojowników

Podsumowanie i ocena

Grafika

Muzyka

Rozgrywka

Fabuła

Stan techniczny

Powoli przebijam się przez tę kolekcję. Wraz z każdą odsłoną widzę rozwój technologii i budowanie większej tożsamości samej serii. Trójka mi się całkiem podobała. Przez większą różnorodność nie ma tego poczucia powtarzania w kółko tej samej czynności. Nudzi trochę fabuła, która jest pełna tych samych zwrotów akcji i przestaje zaskakiwać. Na grę nastawioną na multi to chyba nie jest źle.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *