Recenzja Desperados: Wanted Dead or Alive – komandosi dzikiego zachodu

Dzisiaj lekka obsuwa z recenzją. Dawno nic nie pisałem i skończyły mi się recenzje napisane za wczasu. Dlatego dzisiaj coś co mogę opisać szybko i sprawnie. Nie z tego, że grę przechodziłem wiele razy. Przeszedłem ją raz, ale podobne gry lubię, więc ta różni się nie wiele.

Desperados: Wanted Dead or Alive to gra pochodna od znanej serii RTS’ów taktycznych Commandos. Grupą śmiałków staramy się wykonać misję na wyznaczonym obszarze, przy wykorzystaniu ich zdolności i przedmiotów, które trafią nam w ręce. Przejdę zatem do tego o czym jest ta gra.

Rzucanie nożami jest ciche i skuteczne

El Diablo

Jako doświadczony łowca głów, podejmujemy się zadania schwytania przestępcy odpowiedzialnego za napady na pociągi. Nagroda jest wysoka, a diaboliczna ksywka dodaje grozy całej sytuacji. Poszukiwany nie działa jednak w pojedynkę, dlatego my też potrzebujemy zebrać naszą ekipę do zadań specjalnych. Pierwsze misje to częściowo samouczki skupiające się na poznaniu mechanik każdej z uwalnianej od kłopotów. Czarnoskóry specjalista od dynamitu, będzie torował nam drogę eksplozjami. Jednak, gdy dochodzi do otwarcia drzwi bez niszczenia ich, korzystamy z umiejętności jednookiego lekarza. Drużyna czasami zostaje rozdzielona, więc nie możemy polegać wyłącznie na jednej umiejętności, jednej postaci.

Nasi bohaterowie często ładują się w kłopoty

Zbędne półśrodki

O ile każda z postaci ma swoje unikalne akcje, tak wszystkie mają wspólne to, że potrafią strzelać. Ze strzelby czy rewolweru, ale jednak wszyscy potrafią bezlitośnie zaaplikować swoim wrogom odpowiednią dawkę żelaza. Na dziki zachodzie nikt się nie bawi w wymianę zdań. To nie wrestling. Trochę mi to przeszkadza. Jako wielki fan podobnej gry o Robin Hoodzie staram się obezwładniać wrogów i wiązać. Tutaj jest ich jednak zbyt wiele i często gra też jest nastawiona na to, że będziemy ich zabijać. No i przede wszystkim jest to dużo prostsze. Skradanie schodzi na drugi plan, a amunicji jest dość.

Minimapa jest, ale korzyści z niej małe

Ząb czasu, ale nie do końca

Gra jest całkiem długa i rozbudowana. Przechodzenie map to przynajmniej pół godziny planowania z częstymi zapisami. Do niektórych lokacji czasami wracamy, ale nie oznacza to, że za drugim razem idzie nam szybciej. Sterowanie trochę się zestarzało i czasami mnie to irytowało. Szczególnie kiepsko jest zrobione moim zdaniem strzelanie. Graficznie za to gra stoi na bardzo przyjemnym poziomie. Mapy są całkiem czytelne i graficznie dopracowane o sporo szczegółów. Gra chodzi płynnie, ale nowsze komputery mają już trochę problemów z uruchomieniem jej. GoG jednak całkiem nieźle.

Snajperka to najłatwiejszy sposób na torowanie sobie drogi

Podsumowanie i ocena

Grafika

Muzyka

Rozgrywka

Fabuła

Stan techniczny

Jestem rozczarowany nastawieniem na strzelaniny. Bardzo lubię skradankowy klimat tego typu gier, a strzelanie jest zrealizowane źle i psuje zabawę. Cała oprawa się nie zestarzała, a historia jest typowym westernem, który ciągnie się całkiem przyjemnie. Dla fanów gatunku polecam. Osoby bardziej causalowe mogą mieć problemy ze sterowaniem, więc polecam zacząć od 3 części. Tę opisze za jakiś czas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *