Recenzja MO: Astray – apokalipsa na obcej planecie

Za darmo to i ocet słodki. Darmo to uczciwa cena. Za darmo to w ryj można dostać. Albo też jakąś grę. Rozdawnictwo gier zagościło na dobre. Zwykle zwracamy uwagę na jakieś głośniejsze tytuły. Po te mniejsze nie chce się nawet logować do launchera. Co innego przy zakupie bundla. Chcąc nie chcąc stajemy się posiadaczem jakieś mało znanej gry i nie do końca wiadomo, co z nią zrobić. Czasem można po prostu dać jej szansę.

Gra jest dosyć makabryczna

Sympatyczny stworek w niesympatycznym świecie

Tak też wypróbowałem MO: Astray. Platformówki są łatwe do grania i mogę je odpalić na Steam Decku bez martwienia się o baterię. W MO wcielamy się w dziwną galaretowatą istotę. Możemy skakać i przyklejać się do stałych powierzchni. Uważamy jednak na kolce i lasery. Do pozbycia się ich wykorzystujemy głównie zombie i trupy. Tak. Sympatycznie już było, teraz będzie trochę straszniej. Świat gry to pozostałość po katastrofie, która pochłonęła wszystkich mieszkańców kompleksu, a być może całej planety. Staramy się rozwikłać zagadkę, przemierzając kolejne lokacje.

Walki z bossami są pomysłowe

Wszystko tkwi w głowie, niekoniecznie twojej

Wracając do korzystania z zombie. Przeciwnicy atakują nas, gdy tylko zauważą. Możemy przejmować ich mózgi, przyklejając się do głowy na wzór stworów z Half Life. Pozwala nam to nimi sterować, uruchamiać mechanizmy, a także dostajemy dostęp do ich wspomnień. Każdy trup ma coś do powiedzenia. Czytanie tego wszystkiego jest co prawda w większości zbędne, ale czasami natrafiamy na zwłoki mogące zdradzić nam trochę więcej fabuły. Ta jest dosyć mglista, a dziwny głos, który słyszymy, nie jest w żadnym stopniu pomocny. Zrozumienie tego wszystkiego jest dosyć trudne i nie do końca pojąłem, co się właściwie stało.

Teraz to my siejemy rozpiernicz

Podróż na powierzchnię

Celem jest wyjście na powierzchnię. Etapy są korytarzowe, ale z czasem dostajemy nowe narzędzia do ich przemierzania. Urozmaica to grę. Nie jest długa, więc różnorodność jest całkiem spora. Sama rozgrywka też jest ciekawie zaprojektowana. Nie czułem jednak szczególnie funu z przechodzenia gry. Głos mnie drażnił, zagadki były czasami niepotrzebnie wydłużone. Nie wiedziałem zbytnio jaki jest cel tego wszystkiego. A te strzępki informacji nie dawał się łatwo zinterpretować. Bez jakiegoś wprowadzenia gra była lekkim chaosem. Tu strzelają, tutaj zombie, tutaj jacyś tubylcy. Może źle podszedłem do tej produkcji. Graficznie też jakoś mnie nie zachwyciła. Jasne, ma swój urok i jest oryginalna, ale jednak wszystko wygląda tak pokracznie w moim odczuciu. Plus komiks, który odkryłem na końcu. Jest durny. Nie wiem, co niby wyjaśnia. Ogólnie to nie wiem za wiele z tą grą.

Komiks odnalazłem dopiero po ukończeniu gry

Podsumowanie i ocena

Grafika

Muzyka

Rozgrywka

Fabuła

Stan techniczny

Mimo że jestem fanem Dark Souls, tak odkrywanie fabuły w tej grze jest źle poprowadzone. Same mechaniki są przyjemne i jest to jako taka odskocznia od większych tytułów. Tym razem darmówka nie była szczególnie dobra. Zabrakło mi czegoś, co by mnie porwało. Nie powiem, że żałuje, że zagrałem, bo tak źle nie było. Jest potencjał, więc po prostu szkoda.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *