Grałem w Orcs Must Die! już kiedyś. W pierwszą część. Gra była bardzo przyjemna, ale trochę powtarzalna. Napisze o tym jeszcze kiedyś, jednak właśnie ten element chciałem przytoczyć przy recenzji gry z tytułu wpisu.
Dlaczego? Bo jest gatunek gier, który na powtarzalności się niejako opiera. Nie przeszkadza ona aż tak bardzo, ponieważ różnorodności dostarczają inni gracze. Tak, to po prostu multiplayer. Jest w tym oczywiście jakiś próg bólu, po którym graczom grać się nie chcę. Jak to wygląda tym razem?

Gra solo nie jest taka przyjemna
Różnorodność postaci
Przede wszystkim w odróżnieniu od singla, gra posiada grono postaci, która staje się strażnikami szczelin. Mają one różne umiejętności, które się uzupełniają albo i nie. Najważniejsze jest znalezienie takiej, która pasuje do naszego stylu gry. Tutaj miałem drobny zgrzyt. Nie potrafię za dobrze strzelać na padzie, a postaci walczących w zwarciu jest tylko dla dwóch graczy. A graliśmy we trzech, więc musiałem się nauczyć. Później zorientowałem się dopiero, że gram snajperem, więc idealny pick XD. Tak czy inaczej umiejętności są przydatne i dodają różnorodności.

Losowanie misji ma spore znaczenie
Rogalikowe wybijanie orków
Co jest równie przydatne to pułapki! Z czasem odkrywamy kolejne sposoby na zautomatyzowanie eliminowania przeciwników. Tych jest sporo rodzajów. Od małych, ale szybki, po latające, strzelające, ciężkich ogrów. Musimy być gotowi na wszystko, ale czasami trzeba też użyć broni. Ciekawą sprawą jest też losowanie map i nici. Po ukończeniu wszystkich fal przechodzimy do następnego etapu. Wybieramy go z wylosowanych kart. Natomiast co ukończoną falę dostajemy nić, pozwalająca na ulepszenie ataku, umiejętności czy pułapek. Dzięki temu gra posiada większą różnorodność i dwa podejścia różnią się między sobą.

Nici fajnie urozmaicają rozgrywkę
Okazja do pogadania
Ogólnie multi jest bardzo przyjemne. Na początku znajduje się miejsce na zastawienie pułapek, a potem to już kwestia walki i stawiania kolejnych pułapek. Jest to przyjemne, czasem wymagające, ale można spokojnie sobie pogadać i odprężyć ze znajomymi. Na trudniejszych etapach oczywiście nie jest to takie proste. Podobnie z bossami, którzy stanowią poważne wyzwanie. Co bym zmienił to losowanie tych samych map. Przy pojedynczym podejściu można trafią na tę samą mapę, co kończyło się tym, że wybieraliśmy zawsze te najprostsze i na których czuliśmy się najmocniej. Im dalej się zachodzi tym większa nagroda, dlatego szkoda było ryzykować stracony czas i czaszki.

Jest na co zbierać zasoby
Podsumowanie i ocena
Grafika

Muzyka

Rozgrywka

Fabuła

Stan techniczny


To bardzo udany coop. Mam wrażenie, że można by coś zrobić z tego lepszego. Mapy są duże, a jednocześnie puste. Pułapki zwykle stawia się w jednym miejscu kaźni, tak żeby barykady przeprowadzały przez największe skupisko mechanizmów. Odkrywanie nowych pułapek, ulepszanie ich i siebie to fajny aspekt, który nadaje kierunku. Może kiedyś wrócimy ze znajomymi, ale spędziliśmy tutaj sporo fajnych godzin. Na razie czas poszukać czegoś nowego.

