Nie każda gra nadaje się na granie mobilne. Wiadomo. Czasami nie pozwalają na to wymagania sprzętowe, a czasami po prostu forma gry. Trudno byłoby mi zasiąść do RPG na 100 godzin i co chwilę przerywać. To trochę bez sensu takie odrywanie się od historii. Nie mówię też o dynamicznych RTS’ach.
I to moim zdaniem gry takie jak Fury Unleashed robią robotę w tym zagadnieniu. Lekkie i przyjemne. Gry proste, ale takie z pomysłem na siebie. W prostej rozgrywce można przecież zawrzeć fajne mechaniki czy ciekawą szatę graficzną.

Historia w formie komiksu to kreatywny sposób na fabułę
Kolejne zeszyty komiksu
Fury Unleashed to historia tytułowego bohatera. Właściwie to też autora komiksu o nim, ponieważ w trakcie gry poznajemy historię o problemach z kolejnymi nakładami komiksu o dziarskim wojowniku. I właśnie cała gra toczy się na tych stronach kolejnych zeszytów. Nowa mapa to nowa strona, a nowy biom to nowy zeszyt. Całkiem pomysłowo. Dodam, że pomieszczenia są generowane losowo, a gra jest utrzymana w konwencji roguelite. Wybieramy początkowe uzbrojenie, ale nasze dalsze poczynania musimy dynamicznie zmieniać pod kątem tego, co dostajemy. Zwykle trochę mnie to irytuje, ale tutaj gra nie jest na tyle długa, żeby żmudny grind dał się odczuć. Wszystko zdobywa się w miarę sprawnie.

Trochę za blisko tych czaszek jak na moje gusta
Przelewając pot, krew i atrament
Za wszystko płaci się atramentem. Ten możemy zdobywać złoty, który wydaje się na bieżąco jako walutę przy kupnie u handlarzy. Ważniejszy jest jednak ten czarny. Dzięki niemu po porażce możemy ulepszyć naszego bohatera i spróbować jeszcze raz. Dodatkowo po drodze odblokowujemy nowe bronie i umiejętności. Tych ostatnich nie używałem szczególnie często. Podobnie jak granatów, chociaż są one dodatkowym źródłem obrażeń przy walce z bossami. Samo strzelanie i skakanie na przeciwników jest wystarczająco fajne. Gra jest mocno dynamiczna i czasami zbyt wiele dzieje się na ekranie, żeby wszystko ogarnąć. Ale to oczywiście kwestia wprawy. Kwestią wprawy jest też dbanie o combo, ponieważ nie tylko daje nam ono większą ilość atramentu, ale też tarcze czy dodatkowe obrażenia.

No i rozpykany
Podsumowanie i ocena
Grafika

Muzyka

Rozgrywka

Fabuła

Stan techniczny


Na początku trochę nie chciało mi się grać w Fury. Rogalikowe podejście trochę mnie zniechęciło, ale z czasem grało mi się coraz przyjemniej. Trochę w tym Deadcells, ale ciekawa szata graficzna i własny pomysł na grę sprawiają, że to jednak inny tytuł, w który warto zagrać. Na Steam Decku grało mi się bardzo przyjemnie. Bateria trzyma, grę można zatrzymać i wrócić do niej łatwo później. Ideolo.

