Są takie mini gry, które świetnie trafiają z pomysłem. Wykonanie nie musi być niesamowite, bo wystarcza sam fajny pomysł na rozgrywkę. Taką grą jest moim zdaniem Wilmot’s Warehouse.
W grze wcielamy się w tytułowego Wilmota, który zarządza magazynem. A właściwie towarem, który się w nim znajduje, ponieważ jesteśmy zdani na siebie. Prosta szata graficzna ułatwia rozgrywkę, ponieważ skupia się ona mocno na zapamiętywaniu wzorków i kolorów na towarach, które przechowujemy u siebie w magazynie. Szata graficzna jest zatem prosta, czarno biała, ale czytelna.

Przenosząc ładunki można się napocić
Nadmiar towarów
Gra dzieli się na dwie zasadnicze fazy. Pierwsza to przyjazd załadunku. Towar z ciężarówki staramy się rozdysponować po magazynie zachowując względny porządek. Później zaczyna się faza, w które pojawiają się klienci i musimy im szybko wskazany towar dostarczyć. Im szybciej się uwiniemy, tym więcej gwiazdek dostaniemy. Za gwiazdki kupujemy ulepszenia. Możemy dzięki nim obracać paczki lub przeciągać ich większą ilość. Najważniejsze jest jednak uporządkowanie wszystkiego tak, żebyśmy się sami w tym nie pogubili. Z każdym dzień dochodzi kilka nowych rodzajów towarów. Logistyka staje się sporym wyzwaniem.

Ulepszenia realnie ułatwiają życie
Podsumowanie i ocena
Grafika

Muzyka

Rozgrywka

Fabuła

Stan techniczny


To prosta, ale bardzo przyjemna gra. Mimo mojego początkowego podejścia jak do czegoś relaksującego, kolejne dni potrafiły mocno podnieść presję. Świetne ćwiczenie pamięci i przyjemnie spędzony czas, a do tego z możliwością kooperacji. Fajny pomysł na wieczór.

