Battlefield 3 był dla mnie miłym zaskoczeniem. Grało mi się w niego bardzo przyjemnie, a historia była ciekawa. Nie rozumiem zatem, jak do tego doszło, że kontynuacją, która nie różni się tak bardzo, jest tak bardzo zła w mojej ocenie.
Nie tylko graficznie gry wyglądają bardzo podobnie, ale też fabularnie. BF4 to kontynuacja, w której możemy spotkać postaci z poprzedniej części. I chyba to jedyne postacie, które były dla mnie do zniesienia.

Akurat losowy gość przyjechał w największy bajzel, gdy potrzebowaliśmy transportu
Grupa super chłopaków
Podobnie jak w poprzedniej części zostajemy żołnierzem piechoty morskiej. Tym razem jednak nie poznajemy swojego oblicza (nie licząc artów z gry). Nie ma to znaczenia, bo nasza postać i tak nie ma nic do powiedzenia i jest zwykłym popychadłem. A jednocześnie dowódcą. Zgrywa się to fatalnie. Oczywiście to sytuacja zmusza nas do objęcia dowództwa, ale nasz zespół to grupa ludzi, którzy robią, co chcą. Irish to postać, której nienawidzę i nawet na sam koniec gry nie pozwoliłem mu zrobić tego, co chciał, żeby tylko mu dokuczyć. Kłótnie między nimi są sztuczne i ogólnie to wszystkich bym wystrzelał. I tak się nie przydają.

Te krótki kawałek pokonywałem 10 minut
Samotność na polu walki
No właśnie. Żaden z naszych kompanów nie ma żadnego wpływu na walkę. Nie wiem, czy przez całą grę zabili chociaż jednego przeciwnika, bo ci notorycznie mnie obchodzili i atakowali od tyłu. Albo strzelali się na dystansie dwóch metrów bez osłon z Marines. Ślepakami. Jedynie gość w czołgu zniszczył parę pojazdów. Wymagane jest do tego jednak wydanie rozkazu strzału. Bez sensu. Nasi też wtedy mogli, ale nie musieli, coś ustrzelić. Gra jest pod tym względem też lekko zbugowana. Przeciwnicy przechodzą przez ściany. My respimy się poza mapą. Są jednak też plusy. Tak, są.

Czołg przypomni sobie o przeciwniku, gdy do niego podbiegnę
Nowy interfejs daje radę
Zmienione zostało lekko sterowanie. Na lepsze. Mam wrażenie, że poruszanie się było płynniejsze, a małe wychylenie zza osłony pozwalało przetrwać dłużej pod ostrzałem. Interfejs też zasługuje na pochwałę. Szczególnie spodobały mi się dodatki do broni, w tym modyfikowany celownik. Fajny gadżet, ale w pewnym momencie moja postać przy zmianie broni za każdym razem musiała go ustawiać. Upierdliwe. Mam też wrażenie, że obszary walki zostały trochę powiększone, ale przez to przeciwnicy potrafią pojawiać się znikąd. W tym w zamkniętych miejscach, które oczyściliśmy.

Zamiast zbić szybę lub przeskoczyć obok, to kilka minut strzelaniny i otwieranie wytrychem
Podsumowanie i ocena
Grafika

Muzyka

Rozgrywka

Fabuła

Stan techniczny


Recenzja zamieniła się w wylewanie żalów. Gra jest jednak zła. Fabuła jest słaba, postacie są głupie. Sama rozgrywka jest nawet przyjemna za sprawą poprawionego sterowania, ale gra sama siebie sabotuje błędami. Najwięcej bluzg poleciało przy przepływaniu pod wodą w lotniskowcu. 10 minut wciskania przycisku, żeby przepłynąć kilkanaście metrów. Logika tu ssie na każdym kroku. Nie polecam i cieszę się, że gra jest tak krótka. Nie zginie w odmętach czasu.

