Ostatnio dużo jakoś starych gier sobie odświeżyłem. Stąd też więcej retro recenzji. W sumie to łatwiej mi pisać o grach, w których spędziłem wiele godzin. Nie muszę planować i dzielić na rozdziały. Problemem jest bardziej to, że za dużo wrzucam swoich odczuć i uwag, a przez to tekst robi się za długi.
Tak prawdopodobnie stanie się również w tym przypadku. Lords of the Realm 2 to gra, o której nie słyszało zbyt wielu graczy. Nie twierdzę, że pozostali to elita, ale bardziej dziwaki, którym dziwny sposób rozgrywki przypadł do gustu. A całkiem sporo tu niecodziennych rozwiązań.

Handlarze to zdziercy, ale czasami to jedyna opcja na dostanie zasobów
Wszyscy twoi poddani żywią się nabiałem
Lords of the Realm 2 to połączenie strategii turowej z walką w czasie rzeczywistym. Podobieństwo do serii Total War nasuwa się samo, ale gra jest starsza o 4 lata od Shogun Total War. Nie powiem, że jest to pierwsza taka gra, ale nie kojarzę starszych tytułów o takiej charakterystyce. Na etapie tur zarządzamy królestwem. Każda tura to inna pora roku. Ma to wpływ głównie na zbiory zbóż. Jest to jedno z dwóch głównych źródeł pożywienia. Wyżywienie naszych poddanych jest jedną z ważniejszych elementów gry, którym zajmujemy się od razu. Ich zadowolenie pozwala na wyższe podatki, a te na werbunek armii.

Do roboty! Nikt nie siedzi, każdy zasuwa!
250 Walijskich łuczników
Armia dzieli się na najemników i zwerbowanych mieszkańców miasta. Ci pierwsi wymagają pieniędzy do zatrudnienia i kosztują więcej w utrzymaniu. Nie zmniejszają nam poziomu ludności i zadowolenia. Nie potrzebują też uzbrojenia, ale możliwe jest posiadanie tylko jednego takiego oddziału na armię. Reszta to nasi ludzi uzbrojeni w to, co im damy. Albo w widły. Każdy rodzaj uzbrojenia ma swoje plusy i minusy. I w przeciwieństwie do wielu gier, jest to tutaj naprawdę odczuwalne. Walki rozgrywają się w czasie rzeczywistym. Ciekawym elementem jest dostosowanie jednostek do liczebności wojska. Jedna jednostka może mieć zarówno 5 jak i 32 życia, a życie to reprezentuje ilość naszych oddziałów danego typu. Pozwala to zoptymalizować bitwy i zmniejszyć chaos.

Wrzący olej potrafi zmienić losy bitwy
Dynamika na poziomie strategii
To, co również wpływa na moje odczucia względem tej gry to dynamika. Walki nie są trudne, ale można trochę pokombinować. I podobnie jest na mapie strategicznej. Dyplomacja nie zawsze daje efekty. Pozyskanie prowincji z odpowiednimi złożami jest kluczowe. Tak samo ochrona naszych pól i domów przed najazdami. Wędrowny handlarz jest w stanie uratować nas w najgorszym momencie. Na początku tury wszyscy ruszają się jednocześnie, więc ważne jest też szybkie poruszenie się armią. Szkoda, że nie ma tu jakiejś fabuły. Mapy wzorowane są na prawdziwych obszarach, ale nie ma to znaczenia. Każda polega na zdobyciu wszystkich prowincji w walce z tymi samymi przeciwnikami. Trochę szkoda.

A jednym z nich jesteś ty
Podsumowanie i ocena
Grafika

Muzyka

Rozgrywka

Fabuła

Stan techniczny


Jak na grę, którą kupiłem w gazetce przy zakupie innej gry, to całkiem wysoka ocena. Mam ogromny sentyment do tej gry i z przyjemnością do niej regularnie wracam. Myślałem kiedyś nawet o tym, by zrobić jakiś swój remake. Po tylu latach graficznie i dźwiękowo można wiele poprawić. Chociaż sama muzyka zawsze bardzo mi się podobała. To mój pierwszy „Total War”. Brak fabuł trochę smuci, ale gameplay to dla mnie zawsze mnóstwo frajdy.

