Recenzja The Sims – symulator życia

Są gry, które znają nawet ludzie, którzy nie interesują się tym hobby. Do takich gier zaliczyłbym serie The Sims. Pierwsza część to była jedyna gra, w którą grały moje siostry. I ja sam lubię czasem do niej wracać.

Była to pierwsza gra, którą miałem okazję ogrywać w wersji pirackiej. Nie wiem skąd mieliśmy tę płytę. Odinstalowanie gry wiązało się jednak z jej permanentnym brakiem, ponieważ nie widzieliśmy co to takiego crack.

Praca to pieniądze, a jak pieniądze to zakupy

Po pierwsze – rodzina

Każdy wie o co chodzi. Tworzymy rodzinę, kupujemy działkę, a potem budujemy dom. Później przeżywamy nimi różne historie. Taki serial interaktywny. A niesamowicie to załapało. Gra gdy wychodziła, była prosta w swoich założeniach, ale niesamowicie wciągająca. Paski potrzeb spadają i staramy się je zaspokoić. Jednak sami simowie potrafią też przejąć kontrole, gdy potrzebują czegoś w danym momencie. Podobnie jak zarządzanie nimi, budowanie też jest proste i przyjemne. Całkiem sporo możliwości.

Toaleta nie jest niezbędna, ale lepiej kupić dla utrzymania czystości

Płatne DLC na płytach

Meble dokupujemy w miarę zarabiania na nie pieniędzy. Aby mieć większe możliwość przydają się również dodatki. Kiedyś były one problemem. Trudno było dostać grę, a co dopiero jeszcze jakieś rozszerzenia do niej, których nie mamy. No i koszty. Nie tylko Paradox mają zwyczaj wydawać masę DLC w wysokich cenach. Maxis nie rozpieszczał, a biorąc pod uwagę ówczesne komputery, każdy dodatek był sporym obciążeniem. Ekrany ładowania pozwalały na obejrzenie odcinka mody na sukces. Teraz można się tylko zachwycać jak to wszystko szybko śmiga.

Przez wszystkie dodatki mapa gry się mocno rozbudowała

Muzyczka z simsów

Graficznie gra dalej cieszy. Nie jest to jakaś rewelacja, ale moim zdaniem zestarzało się to dużo mniej niż druga część. Do tego muzyka. Ta gra ma super ścieżkę dźwiękową, która się nie nudzi pomimo spędzania długiego czasu w menu budowania. No i fragment został użyty w reklamie „Zajepasztetu” co świadczy o jej jakości. Jest ona na tyle charakterystyczna, że gdy słyszę coś w tym stylu gdzie indziej to od razu mi się przypominają simsy. Taki gatunek muzyczny. Simsowa. Do tego język stworzony specjalnie na potrzebę gry. Ten świat ma swój klimat.

Na wakacjach warto spróbować nowych rzeczy

Podsumowanie i ocena

Grafika

Muzyka

Rozgrywka

Fabuła

Stan techniczny

Czy dzisiaj warto jeszcze grać w The Sims? Jasne. Dodatki dają masę możliwości i fajnie jest sobie pochillować z Ćwirami czy Janem Nowakiem. Po wielu latach w grę można już zagrać normalnie przez launcher EA. Jest gówniany, ale gra jest bardzo spoko. Chętnie do niej wrócę i przetestuje dodatki, które kiedyś mnie ominęły. Bez za długich loading screenów.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *